| dwa kościoły obok siebie, jeden dla tych z naszego dziennika, drugi dla tych od tyg. powszechnego |
| w piwnicach porto... |
| dobrze że uliczki takie wąskie, bo po tej degustacji wina to w szerszej byśmy się nie zmieścili ;-) |
Zaczęliśmy skoro świt, no może przesadzam z tym świtem, za to już tradycyjnie kupą Kosmy i przekomażaniem czyja kolej. Bolo przewijał, a na dodatek wygrałam dziś zakład czyli jutro tez Bolek przewija od rana ;-D
Zjedliśmy śniadanie w parku, i udaliśmy się na szwędanie. Zwiedziliśmy kilka kościów, w katedrze akurat mieli przerwę i nie można było wejść. Ehh Porto, schody schódki i schudeczki, cudnie!! tylko czeterogłowy jakoś nawala teraz ;/
Przeszliśmy przez most i czekając na sesję po angielku w piwnicach porto, zjedliśmy obiad. Sardynki. Raczej ostatni raz, nie przypadły mi do smaku. Cała portugalska kuchnia dla mnie to dużo za słona jest. Potem mnie suszy i trzeba pić, a tu trza karmić czyli się nie opyla.
Po sardynkowym obiedzie zwiedzaiśmy z przewodniczką piwnice porto zakończone degustacją. Białe i czerwone, mniam mniam mniam....ehhhh
Wychodząc mieliśmy zamiar przejść innym mostem niż przyszliśmy, ale coś nas podkusiło i zamiast iść wzdłuż rzeki poszliśmy znów pięknym schodami i uliczkami w górę. No i tak to wyszliśmy na moście na który da się wejść ale tylko od dołu, a my byliśmy już na jego górze i ni jak, chyba że po
panczursku - poboczem autostrady, nie dało się na niego wejść. Tu historia się kończy, bo jakoś udało się złowić taxi która nas zawiozła na nocleg.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz