piątek, 24 maja 2013

dzień 3, wczorajszy


dworzec, kilku piętrowy, to na poziomie pociągów, niżej autobusy no i na poziomie -3 metro


tu jesteśmy nad tą abażurową windą


widoki z nad windy




no i gwiazda na tle windy

tramwaj 28


fragment cmentarnego pomnika


cmentarz masoński




napój 3konie czy jakoś tak, w smaku podobny do kwasu chlebowego




niestety nasz synek wszedł w wiek w którym to kocha się gołębie...






mniam!!!!!żeberka!!!!!!!!!!

na stacji metra

macie tu do oglądania kupe zdjęć.
Najwięcej chyba z gołębiem ;-)

relacje ida nam średnio, bo za dużo się dzieje i nie mamy czasu pisac ;-)

-----------------------------------------------------------
Czwartek, godz. południowe.
siedzimy w knajpce pijąc espresso i jedząc ciastko, no to słynne, nie pamiętamy nazwy ;-)
dziś byliśmy już zwiedzić peron odjazdów pociągów ;-) naprawdę fajne, jechaliśmy windą tą taką zabytkową- w dół- w górę okropne są kolejki ;-) i przy okazji za 1,5E weszliśmy po abażurowych schodach, bardzo ładnych.
Dziś ostatni dzięń zwiedzania Lizbony, i ruszamy dalej w Portugalię. Przynajmniej taką mamy nadzieję. Zastanawiamy się nad wypożyczeniem samochodu. Pożyjemy zobaczymy.

Naszym gospodarzą smakował wczorajszy obiad!!!! coś niesamowitego, naprawdę się ciesze ;-)
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
jest 14:35, siedzimy na placu, w cieniu pod parasolem, wszystkie cienie z drzew obstawione. Przysedł do nas gołąb. Wiem, nie ma się czym chwalić ale karmimy gołębia. Je Bolkowi z ręki, a Kosmie serce bije z podekscytowania jakby zawał miał mieć;-)
Zrobiliśmy wycieczkę objazdową tramwajem 28. Pętla przy cmentarzu była, zwiedziliśmy i normalnie jakby blokowisko. Niesamowite miejscówki, odsyłamy do zdjęć.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
teraz już wieczór, Kosma śpi.
My zabalowaliśmy o jeden dzień za długo w Lizbo, ja mam dość już takich dużych miast, chodz pięknych. Popołudnie też nie nalezało do najprzyjemniejszych. Mieliśmy pyszny lunch w knajpie ale cośmy się tam nakłucili to nasze. Znaczy Bolkowe ;-) ale przedumna jestem z mojego asertywnego męża. Opowie on sam.
Ale jak widać na zdjęciach żeberka były pyyyyszne ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz