powitanie Porto
jesteśmy w Porto!!!!!!!!!!!!
nareszcie;-DDDD

A było tak. Szybko się rano, jak na nas, ogarneliśmy. No bo przecież w planie było śniadanie w rzymskim mieście. Jak tylko przekroczyliśmy próg rezydencjone to się okazało że leje deszcz. Jeszcze szybciej niż planowaliśmy znaleźliśmy się w samochodzie, ale nici ze zwiedzania miasta. Kosma zasną zanim dojechaliśmy do Coimbry, więc wykorzystując jego spanie jechaliśmy jak najdalej. W końcu głód nas zmorzył, Kosma sie obudził, więc zabraliśmy się za jedzenie. Na stacji benzynowej kawy nie było, ale za murkiem obok była mała knajpka z krzesłami na zewnątrz. Niestety jeszcze zamknięta była, wiec zjedliśmy zaległe bułki z mocarellą i ciorito i TADAM przyszedł pan i otworzył knajpę, więc spłukaliśmy to porządnym espresso i to takim że nie wiem czy dziś zasnę ;-)
Z pogodą było krucho, w autku wygodnie i ciepło ale tak to zimno, mokro, noska z chatki nie wyściubię. No ale trzeba było. A jeszcze już w samym Porto zanim trafiliśmy na nocleg to fest pobłądziliśmy, byliśmy w takich miejscach w których inaczej w życiu nie zobaczylibyśmy, aczkolwiek nie koniecznie chcieliśmy je widzieć...

no w końcu się udało, z dość małą zniżka na karty pttk mamy nocleg w schronisku, ale tylko na jedną noc (bardzo byśmy chcieli żeby ktos zrezygnował z rezerwacji i wtedy byłoby miejsce dla nas) ale za to ze śniadaniem. Widok z okna podczas ładnej pogody jest na PaAAana OceaAAana, ale teraz widać barierki i deszcz. Kto czytał "Szamana Morskiego" ten wie o jakiego PaAAana OceaAAana chodzi...
W schronisku po rozpakowaniu i skonsumowaniu portugalskich biszkoptów i piwa na tarasie poszliśmy spać - dzięki Kosmie, bo to jego czas na drzemkę był. A że spał 1,5h to też się nam upiekło. Przez te drzemki dopiero ok. 16 ruszyliśmy na miacho. Nie było przyjemnie - tak jak podczas wyprawy na Bornholm - zimno, mokro i ch...owo ale Bolo dodawał siły swoim zafascynowaniem tym miastem, które powoli przechodziło i na mnie. Więc to zimno, mokro i do bani powolutku zaczeło się przeradzać w ohy i ahy, mimo ciągłego padania deszczu.
Zrobiliśmy szybką przerwę na pokrzepienie ciała w kawiarni i poszliśmy na dworzec. Jest cały w kafelkach, Bolo twierdzi że sceny batalistyczne, a ja tam same karmiące baby widziałam... następnie katedra i zejście do mostu Eifla, oh i ah i wow. Gdzieś pomiędzy tym rzeźba: ubrany pan przytulający nagą panią....cóż, sztuka współczesna ;-/
Przeszliśmy przez most i zatrzymaliśmy się na jedzeniu w knajpie, no i wtedy wyszło słońce- Bolek wcześniej się o nie modlił. Byliśmy przezachwyceni widokiem. Miasto naprawde robi wrażenie. Ale jak patrzę na zdjęcia, to można gadać o fotce a nie o tym co na nim jest. Naprawde nie warto patrzeć przez obiektyw kiedy dookoła tyyyyle wspaniałości które trzeba chłonąć. Na zdjęciu nie umiem tego chłonięcia oddać.
Troszku się w knajpie zasiedzieliśmy, kelnerzy zabawiali Kosmę słomkami do napoi, miło i sympatycznie. No i Kosma łagodził ból swoich dziąsełek zimną puszką coli no i prosze państwa: mamy portugalskie zęby. Jeden juz się przebił a kolejny tuż tuż, może rano już będzie.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz