Po wylogowaniu się od Babuszki udaliśmy się niespiesznie na dworzec autobusowy (pijąc po drodze kawę i modląc się chwilkę w kaplicy objawień) Tam okazało się, że następne 4autobusy do Lisbony są pełne, więc kupiliśmy bilety na następny wolny na 1245 (była 1100).
wróciliśmy autobusem do Lizbony, tam troszkę pokręciliśmy się po lotnisku szukając wypożyczalni samochodów. Zamówiony, dzięki Mireczkowi, mieliśmy samochód.... po płaceniu, formalnościach i innych takich tam czekał na nas na parkingu fiat panda. Dłuższą chwilkę męczyliśmy się z zamontowaniem fotelika(czyli Bolek). No i Kosma pierwszy raz siadł w foteliku przodem do
kierunku jazdy, no w końcu ma się te 9 kg. No a my siedliśmy z przodu, Bolo za kierownicą i ruuuuuszyła maszyna ;-) przez godz. walczyliśmy z wyjazdem z Lizbo, ale w końcu się udało. Aktualnie jesteśmy w Rio Maior, już po pysznym obiedzie. Dziś tanio nie śpimy tylko burżujsko w hotelu**, ale za te stresy z samochodem to się należy.
Najfajniej było zjechać z autostrady, chodź nią to w Porto w 3godz. mogliśmy być, no ale my włóczędzy wolimy mniejsze drogi ;-)
przewijanie w damskiej ubikacji, przy umywalkach. Jesteśmy mile zaskoczeni ilością knajp w których są przewijaki, ale akurat na dworcu autobusowym w Fatimie brakło...
tu sprawdzaliśmy wszystkie ryski, żeby nam nie wmówili że nasze. Nie wzięliśmy dodatkowego ubezpieczenia za prawie drugie tyle, co samochód, a redukujące wkład własny do 0. Jak się je wykupi to nie idą z Tobą sprawdzić samochodu jak go oddajesz. No to odpowiadamy za wszystkie ryski do 1200 E. Myślałem sobie (pewnie się domyśliliście, że jak kursywą to ja-Bolek) że jeśli takie ryzyko się opłaca ubezpieczalniom, to i nam się opłaci. Ale widząc ile mnie to teraz stresu kosztuje to pewnie bym wziął...
no to ruszamy
Sam wjazd z lotniska to wąskie i kręte parkingowe dróżki z takimi ograniczeniami po bokach, żeby zarysować...
No dla mnie to samo jeżdżenie nowym dla mnie samochodem po obcym kraju nie znając dróg to stres. Ale już jest lepiej, mam nadzieję, że jutro już przywyknę.
tu już w knajpie, czekamy na obiad. Ulubiona zabawa Kosmy- zjeść papier. We wszystkich knajpach w których byliśmy na obrusy nakładają przed posiłkiem papierowe podkładki. Świetna sprawa dla jedzących celulozę ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz